00:00:01:movie info: DX50  640x352 25.0fps 699.0 MB|/SubEdit b.3946 (http://subedit.prv.pl)/
00:00:04:<<Tumaczenie: helena>>|hskowron@wp.pl
00:00:09:<<KinoMania SubGroup>>|napisy.kinomania.org
00:00:31:Z drogi.
00:00:34:To by byo na tyle,|jeli chodzi o niadanie.
00:00:37:-A pierwszy raz zrobie prawie jadalne.|-Kapitan gotowy, Matthews?
00:00:40:Chyba po prostu|potrzebuje chwili samotnoci.
00:00:44:To jego ostatnia taka szansa.
00:00:59:Pan wybaczy, panie Bush.|Jajko na niadanie musiao by niewiee.
00:01:03:-Nie ma nic gorszego.|-Dzikuj, e zgodzi si pan...
00:01:07:... stan przy mnie...
00:01:10:Ja... nie wyobraam sobie nikogo...|Przepraszam.
00:01:17:HORNBLOWER:|OBOWIZEK
00:01:24:Prezentuj bro!
00:01:36:ycz panu szczcia, kapitanie.
00:01:45:Pewnie uwaasz,|e to nieodpowiednia chwila na lub.
00:01:48:Bardzo moliwe, e nie ma na to dobrej chwili.
00:01:52:Lecz mamy wojn...
00:01:57:Uwaasz, e dziaam pochopnie.
00:02:00:Nigdy wczeniej pan tego nie robi?|Zazwyczaj okazywao si to suszne.
00:02:06:Nie ma wtpliwoci co do siy jej uczucia.|Bdzie kochajc on.
00:02:10:I lojaln.
00:02:12:Moe troch inn|ni mona by si spodziewa po...
00:02:15:onie kapitana.
00:02:18:Wci moe si pan rozmyli.
00:02:25:Daem jej sowo.
00:02:45:Droga wolna!
00:02:59:Tym piercieniem ci zalubiam.
00:03:02:Ciaem moim ci wielbi.
00:03:06:A wszystkimi moimi doczesnymi|dobrami ci wspieram.
00:03:11:Ogaszam ich mem i on
00:03:15:w imi Ojca i Syna
00:03:20:i Ducha witego.|Amen.
00:03:23:No, pocauj j.
00:03:41:Prezentuj bro!
00:03:46:Dzikuj, Williamie.
00:03:48:Gwardia honorowa!|Trzy razy hura dla kapitana i pani Hornblower!
00:03:56:I jeszcze raz na szczcie!
00:03:59:Schowajcie kordy.|apcie liny.
00:04:27:Nie sdziam, e kiedykolwiek|bd taka szczliwa.
00:04:40:Och, Horry!
00:04:48:Niech pan zacignie hamulec!
00:04:59:Dzikuj wam w imieniu|pani Hornblower i moim wasnym.
00:05:04:Matthews, syszaem,|e sprzedaj tu doskonae ale.
00:05:07:Dzikuj panu.|Wypijemy za pastwa przysze szczcie.
00:05:10:-... a bya pod samym nosem admiraa.|-Nigdy tego nie syszaam.
00:05:18:Marzyam o tym dniu, Horatio.|Odkd byam ma dziewczynk.
00:05:22:Jest dokadnie tak jak sobie wymarzyam.
00:05:25:Tak, jest...|tak jak liczyem, e bdzie.
00:05:28:-Pan nie jest onaty, panie Bush?|-Chyba nawet twojej matce si podoba.
00:05:33:Naszej matce, Horatio.
00:05:36:Tak, oczywicie, naszej...
00:05:39:Mylisz, e kady dzie|bdzie taki wspaniay jak ten?
00:05:43:-Teraz, kiedy jestemy zjednoczeni.|-Nie moe by inaczej.
00:05:59:-Panie admirale Pellew!|-Spocznij.
00:06:03:-Niele witujecie, jak widz.|-Przepraszam.
00:06:06:Niepotrzebnie. Przypuszczam, e kapitan|Hornblower wci trzyma si na nogach?
00:06:09:-Z ca pewnoci.|-Prosz wic wyrwa si z bogostanu
00:06:12:i zawiadomi go, e chc si z nim widzie.
00:06:18:Prosz!
00:06:23:Kapitanie Hornblower!
00:06:26:-Serdecznie winszuj.|-Dzikuj panu.
00:06:30:-Jest adna?|-Tak, wedug mnie bardzo urodziwa.
00:06:34:-Stracie na wadze. Czy ona umie gotowa?|-Tak, ale niestety mj steward nie umie.
00:06:40:Prosz wybaczy, ale omiel si przypuci,|e nie sprowadza pana tutaj moje wesele.
00:06:45:Susznie pan przypuszcza.
00:06:48:Zagin jeden z naszych okrtw.
00:06:50:Slup "Grasshopper",|ostatnio widziany dziesi dni temu,
00:06:53:kiedy patrolowa t cz|francuskiego wybrzea.
00:06:57:"Grasshopper"?|To okrt kapitana Bracegirdle.
00:07:00:Tak.|W ostatnim meldunku donosi
00:07:03:o tajemniczych i zastanawiajcych|dziaaniach wroga.
00:07:06:"Tajemniczych i zastanawiajcych"...|Nie zmieni si od czasw,
00:07:09:kiedy wsplnie suylimy na "Indym".
00:07:12:Od tego ostatniego meldunku... nic.|Cisza.
00:07:18:Znajd go, Hornblower.
00:07:21:A jeli "Grasshopper" zosta zajty?
00:07:24:Albo jeli kapitan Bracegirdle nie yje?
00:07:27:Jest pan teraz komandorem.|Powinien pan zarwno polega na wasnej intuicji
00:07:30:jak przestrzega i wykonywa rozkazy.
00:07:34:Chc odkry niespodziank,|ktr Bonaparte dla nas szykuje.
00:07:39:-Prosz.|-Przepraszam, ale bd kroi tort.
00:07:42:Obecnoci kapitana Hornblowera|stanowczo domaga si jego teciowa.
00:07:46:Wypywa pan z rannym odpywem.|Panie Bush, prosz przygotowa
00:07:49:"Hotspur" do wypynicia.
00:07:52:Panu zezwalam spa na ldzie.
00:07:56:-Obowizek wzywa mnie na "Hotspura".|-Do diaba, czowieku,
00:07:59:"Hotspur" wkrtce bdzie mia ci dla siebie,|a ona ma ci tylko przez t noc.
00:08:02:-Zrobisz co ka.|-Tak jest.
00:08:11:Uyj jego szpady, Mario.
00:08:14:Tak robi ony oficerw marynarki|w Londynie.
00:08:31:Wanie pomylaam, e mam|nadziej, e dobrze j wyczyci.
00:08:34:Na pewno zrobi co w jego mocy,
00:08:37:ale francuska krew|bardzo mocno przywiera.
00:08:41:ycz dugiego ycia|i wiele szczcia onie
00:08:44:jednego z najbardziej obiecujcych|oficerw w krlewskiej subie.
00:08:48:Czy ju pito zdrowie modej pary?
00:08:51:-Nie.|-Wic czy ja mog?
00:08:54:Panie i panowie, zechciejcie|powsta i doczy do mnie
00:08:57:w tej szczliwej chwili.
00:09:00:Niech nigdy nie zaznaj troski,
00:09:02:niech zawsze ciesz si|zdrowiem i dostatkiem.
00:09:05:Niech on podnosi na duchu pewno,
00:09:08:e jej m spenia swj|obowizek wobec Krla i Ojczyzny.
00:09:13:W spenianiu tego obowizku|niech wspiera ma lojalno ony.
00:09:17:Panie i panowie,|zdrowie pastwa modych.
00:09:44:Bdc na ldzie|tsknisz za swoim okrtem?
00:09:50:Nie mog zaprzeczy.
00:09:53:A bdc na morzu
00:09:56:zatsknisz za swoj on?
00:09:59:Jak moesz pyta?|Oczywicie.
00:10:18:-Wszystko gotowe, panie Prowse?|-Tak jest. Kapitan nie bdzie mia si na co uskara.
00:10:23:Panie Orrock, prosz|wysa d po kapitana.
00:10:33:Zachodni wiatr si wzmaga.
00:10:36:Ju si ubrae?
00:10:39:Powinnam bya wsta, zrobi ci|niadanie i przygotowa ubranie.
00:10:42:Nie, moja droga.
00:10:46:Twoje rkawiczki, Horry.
00:10:49:Nie spakowae rkawiczek.
00:10:52:Wiem, e musisz ju i,
00:10:55:ale powiedz, e mnie kochasz.
00:10:58:Powiedz, e zawsze|bdziesz mnie kocha.
00:11:01:Tak i zawsze bd.
00:11:06:egnaj, kochanie.
00:11:24:Podniemy kotwic, panie Prowse.
00:11:27:Zaoga przygotowa si|do podniesienia kotwicy!
00:11:31:Do kabestanu!
00:11:35:Panie Bush, mam nadziej, e nie czuwa|pan przez ca noc przygotowujc okrt?
00:11:39:-Niezupenie ca.|-Chce pan co zameldowa?
00:11:42:Nie, nic. Mam nadziej,|e pan te nie czuwa ca noc.
00:11:46:Nie, panie Bush, bardzo dobrze|mi si spao, dzikuj.
00:11:50:Zechce pan wyprowadzi okrt.|Kurs na Brest.
00:12:04:Luneta, panie kapitanie?
00:12:07:Nie, panie Prowse, poczekam,|a zaczniemy szuka "Grasshoppera".
00:12:11:Postawi kliwry!
00:12:19:Dzie dobry, panie kapitanie.
00:12:22:Mam nadziej, e zaoga|dobrze si wczoraj bawia.
00:12:25:Z ca pewnoci, dzikuj bardzo.|Chocia wikszo skoczya dzie
00:12:28:w chwili kiedy pan go zaczyna.|cznie ze mn.
00:12:31:-Dzie dobry panu.|-Styles, podaj mi kaw jeli zdoasz.
00:12:33:Moe pan z tym poczeka|dopki nie zajrzy do swojej kajuty.
00:12:36:Dzi rano przysza przesyka.|Nie wiedzielimy co z ni zrobi,
00:12:39:wic umiecilimy j tam.|To prezent lubny.
00:12:42:Od admiraa Pellew.|Przyszed z tym licikiem.
00:12:49:"Potrzebujesz go bardziej ni ja."
00:12:52:I to robi kaw?
00:12:58:James Daunty, steward admiraa.|Do teraz.
00:13:02:Do paskich usug.
00:13:05:Styles, odwouj rozkaz.
00:13:07:Daunty, poprosz kaw.
00:13:10:Z rozkosz, panie kapitanie.
00:13:25:Sam troch gotuj.
00:13:31:Byem poprzednim stewardem kapitana.
00:13:34:-Co tam przygotowujesz?|-Woowin garnirowan francusk fasol
00:13:37:i hiszpaskimi warzywami.
00:13:39:Francuskie i hiszpaskie?|Panu Hornblowerowi to si nie spodoba.
00:13:43:To warzywa, Styles,|a nie floty.
00:13:46:Mgby doda troch wicej pieprzu.
00:13:56:Woowina panu smakuje?
00:13:59:Tak, dzikuj.
00:14:01:Sir Edward zawsze chwali|moj krlewsk woow zapiekank.
00:14:06:Moje gusta nie s wyszukane.
00:14:09:Nie za bardzo pieprzne?
00:14:18:Wesele byo bardzo udane.
00:14:21:Jeszcze nie podzikowaem ci|odpowiednio za powz i udzia zaogi.
00:14:26:Pani Hornblower powiedziaa,|e bardzo j uszczliwie.
00:14:29:Myl, e to raczej pan j uszczliwi.
00:14:32:Z pewnoci uwaa si|za bardzo szczliw kobiet.
00:14:35:Moe i tak, panie Bush,
00:14:38:ale obecnie mamy|waniejsze rzeczy na gowie,
00:14:41:takie jak stwierdzenie|co stao si z "Grasshopperem".
00:14:44:Kapitan Bracegirdle...
00:14:47:jakim jest czowiekiem?
00:14:50:Jest mdry, dowcipny
00:14:54:i by kiedy bardzo dobry dla|wystraszonego modego midszypmena.
00:14:58:Prosz o wybaczenie, ale pan Prowse
00:15:01:-prosi pana o przybycie na pokad.|-Dobrze.
00:15:07:Daunty, nie potrzebuj twojej pomocy
00:15:10:za kadym razem, kiedy wstaj|lub siadam. Nie jestem admiraem.
00:15:13:Nie, panie kapitanie.|Naturalnie.
00:15:30:Dobrze znowu by na morzu, co?
00:15:44:-agle zrefowane, panie Prowse!|-Dzikuj, panie Orrock!
00:15:47:Jak okrt ma sterowno?
00:15:49:Utrzymuje kurs, ale...
00:15:51:Wiecznie to "ale", panie Prowse?
00:15:55:d!
00:15:58:-W ktrym kierunku?|-Cztery rumby na lewo!
00:16:05:To nie ludzie z "Grasshoppera".|Za daleko na pnoc.
00:16:14:Kimkolwiek s, musimy przyj im z pomoc.
00:16:17:Panie Orrock, spuci szalup!
00:16:20:Panie Prowse, skierujmy si na nawietrzn!|Wtedy bdziemy ich mieli na zawietrznej!
00:16:24:Tak jest!
00:16:31:Mocniej! Wiosowa!
00:16:36:Bliej, panie Prowse!
00:16:48:Nadpywamy! Trzymajcie si!
00:16:53:Dziki Bogu!|d ju tonie!
00:16:55:Amerykanie!|Tak daleko od domu?
00:17:03:Trzymajcie!
00:17:12:Tdy, prosz pana!
00:17:18:-Niech pani idzie!|-Maguire, id pierwszy!
00:17:21:-Po pani, nalegam!|-Pospieszcie si oboje!
00:17:24:-Rb co ka, Maguire!|-Dalej, czowieku! Chwy moj rk!
00:17:33:Wpada!
00:17:40:Gdzie ona jest?!|Matthews, gdzie ona jest?
00:17:43:Z tamtej strony!
00:17:56:Ratunku!
00:18:12:W porzdku, trzymam pani!
00:18:18:Ju dobrze, panie kapitanie!|Ja si tym zajm!
00:18:23:Dobra robota, Daunty!
00:18:35:Umiesz pywa, Daunty?|Gotujesz i pywasz?
00:18:38:-Jeste wszechstronny!|-Dzikuj panu!
00:18:48:Dzikuj panu.|W imieniu mojego ma i wasnym.
00:18:58:To abojad!
00:19:12:Nie jestem Francuzem.|Jestem Joseph Bellayne ze Szwajcarii.
00:19:16:-To jest moja ona, Amerykanka, Betsy.|-Pyn do Francji, a twierdzi e jest Szwajcarem.
00:19:21:Panie Bush!
00:19:23:Ojciec Josepha jest umierajcy, kapitanie.|Udajemy si do Szwajcarii,
00:19:26:-eby mg mnie zobaczy przed...|-Chce zobaczy nas oboje, Betsy.
00:19:29:Chce nas zobaczy.|To jego ostatnie marzenie.
00:19:32:A wy dla tego marzenia ryzykowalicie,|opuszczajc statek i prbujc wiosowa do brzegu
00:19:35:-w szalupie podczas sztormu?|-To moja wina.
00:19:38:Kapitan odmwi|zawiezienia nas do Brestu.
00:19:41:-Zaproponowaam Maguire'owi pienidze.|-A on si zgodzi?
00:19:43:-To za duo pienidzy eby odmawia.|-Damy panu tyle samo, kapitanie,
00:19:46:jeli zawiezie nas pan teraz na brzeg.
00:19:50:Pastwo Bellayne zostan|umieszczeni w kajucie pana Busha.
00:19:54:Za co do ciebie, zawsze znajdzie si|miejsce dla kolejnego marynarza.
00:19:57:-Jestem obywatelem amerykaskim.|-Jeste starszym marynarzem Krlewskiej Marynarki,
00:20:00:dopki tego nie dowiedziesz.|Nie wezm paskich pienidzy,
00:20:03:a dopki nie ustanie sztorm|nikt nigdzie nie pynie.
00:20:12:-Pan im ufa?|-Wiemy za mao eby cokolwiek przesdza.
00:20:16:Jednak zachowajmy ostrono|zanim si czego nie dowiemy.
00:20:21:Ani ladu "Grasshoppera"!
00:20:24:W tych warunkach nie dostrzeglibymy go|nawet jeli byby tu przed nami!
00:20:27:Jeli znalelimy szalup na rodku oceanu,
00:20:30:to znajdziemy te okrt wojenny!
00:20:32:-Jak si ma nasz francuski przyjaciel?|-To Szwajcar, panie Orrock
00:20:36:i radz panu to zapamita!
00:20:41:Zaprowadziem naszych goci do kajuty,|ale niektrzy pytaj
00:20:46:-kogo mamy na pokadzie.|-Co im odpowiedziae?
00:20:50:e to Amerykanie. Kazaem Maguire'owi|i Daunty'emu mwi to samo.
00:20:55:Ale boj si, e kiedy reszta zaogi|usyszy akcent tego dentelmena,
00:20:59:-mog doj do niewaciwych wnioskw.|-To prawda!
00:21:04:Maguire, kim jeste w gbi serca -|Irlandczykiem czy Jankesem?
00:21:08:Mj ojciec pozosta Irlandczykiem do mierci.
00:21:11:Jednak ja wybieram ycie,|wolno i denie do szczcia.
00:21:14:Co stoi w sprzecznoci ze sub|w marynarce Jego Krlewskiej Moci.
00:21:17:Ta marynarka ocalia ci ycie, towarzyszu.
00:21:20:Lepiej o tym nie zapominaj.
00:21:23:A oto czowiek, ktry ocali ycie kapitanowi.
00:21:26:Kady mg to zrobi.|On uy liny. Ja nie potrzebowabym liny.
00:21:30:Ty nie umiesz pywa.
00:21:33:Te mi bohater.|Tylko na niego spjrzcie!
00:21:38:-Usuguje cholernym Amerykanom.|-Ci Amerykanie s naszymi gomi.
00:21:42:Z pewnoci byby rwnie usuny
00:21:45:gdyby wci by stewardem kapitana.
00:21:59:Wej.
00:22:05:Pani Bellayne!|Ufam, e pani wypocza.
00:22:07:Tak, dzikuj, kapitanie Hornblower.
00:22:10:Pani wybaczy, ale chyba najlepiej by byo,|gdyby pastwo
00:22:13:-zostali w swojej kajucie.|-Czyli jestemy winiami?
00:22:17:Nie, pani, ale trwa wojna,|a to nie statek wycieczkowy.
00:22:22:Chciaam jedynie podzikowa,|kapitanie Hornblower.
00:22:26:Pewnie nie powinnam tego mwi,
00:22:29:ale szukacie okrtu, nieprawda?|Angielskiego okrtu.
00:22:32:-Tak, co z tego?|-Widzielimy okrt w kopotach.
00:22:35:Nasz kapitan powiedzia,|e by za blisko ska.
00:22:37:Sam wyklucza dostarczenie nas|do brzegu na tych wodach.
00:22:40:-Kiedy go widzielicie?|-Wczoraj.
00:22:43:Na pnoc std,|bo pynlimy na poudnie.
00:22:47:Szukacie w zym miejscu.
00:22:49:I mwi mi pani o tym teraz.
00:22:52:Dlaczego teraz?|Prosz wybaczy, e pytam.
00:22:55:eby mg pan|wysadzi nas na brzeg.
00:22:58:We Francji.|Nie chcemy si duej narzuca.
00:23:02:Wysa tu pani m, prawda?
00:23:05:Nie, mj panie.|Mowi mgby si nie spodoba
00:23:08:-sposb w jaki z panem negocjuj.|-Bo jest Francuzem?
00:23:17:Mao wie pani o yciu na morzu,|wic wybaczam,
00:23:20:ale poinformuj pani,
00:23:22:e w brytyjskiej marynarce
00:23:25:kar za uderzenie wyszego rang|jest mier.
00:23:28:Przykro by byo, gdybym|ocali pani na prno.
00:23:36:-Pnocny zachd, panie kapitanie?|-Tak, pnocny zachd.
00:23:42:Nie ufam tej kobiecie.|To moe by puapka.
00:23:45:Wiem. Jednak ma mao do zyskania|a wiele do stracenia jeli skamie.
00:23:49:Boj si, e moemy znowu|dosta si w obszar sztormu.
00:23:52:Tak, panie Prowse.
00:23:55:Wic kurs na puapk i sztorm.
00:24:01:Bdmy pewni, e kapitan Bracegirdle|zrobiby dla nas to samo.
00:24:04:Tak jest, panie kapitanie.
00:24:19:Ani ladu "Grasshoppera".
00:24:22:Jeli moje obliczenia s poprawne,
00:24:25:-nasi gocie przepywali tdy wczoraj.|-Oby nie naduyli paskiego zaufania.
00:24:29:Panie Prowse!|Poszukamy w nastpnej zatoce.
00:24:34:Hej na pokadzie!
00:24:36:-Co pan widzi, panie Orrock?|-Topy masztw!
00:24:39:Czy to "Grasshopper"?|Moe pan go zobaczy?
00:24:42:-Mog, panie kapitanie.|-Co takiego?
00:24:44:Wyrzucio go na brzeg.
00:24:54:-Nie wida adnych baterii nabrzenych.|-Nie. Jest bardzo spokojnie.
00:24:58:Niepokojco spokojnie.
00:25:00:Czyby wszystkich zatrzyma|sztorm pana Prowse'a?
00:25:03:Jednak dlaczego co takiego|przytrafio si "Grasshopperowi"?
00:25:06:Panie Prowse?
00:25:09:-Jak daleko std do Brestu?|-Gra dzie drogi.
00:25:12:Nie moemy zakada,|e Bonaparte ma wojsko tylko w Brecie.
00:25:16:Panie Bush, prosz przygotowa szalup.
00:25:19:Podejmiemy rozbitkw jeli jacy s.
00:25:28:Pan Bush, Matthews,|Styles pjd za mn,
00:25:30:pan Orrock z reszt zaogi zostaj|tu i obserwuj otoczenie.
00:25:33:-Piechota morska do mnie!|-Syszelicie rozkaz!
00:25:45:Maguire, ty zostajesz tutaj!
00:26:14:Nieszcznicy.
00:26:16:adnych ran.|Zabio ich morze, a nie Francuzi.
00:26:21:Zao si, e Francuzi|te odegrali swoj rol.
00:26:27:Co tam widz!
00:26:30:-Dym!|-Moe i tak.
00:26:51:Wida co powyej play!
00:26:54:To chyba ogie!
00:27:10:Ani ladu wroga, panie Bush.
00:27:13:Istotnie.|Panie Orrock, Matthews, za mn.
00:27:16:Panie Bush, prosz zosta na stray.
00:27:36:Tego chyba nie zabio morze.
00:27:41:Kry si! Szybko!
00:27:45:Kry si za d!
00:27:55:-Odpowiedzmy ogniem.|-Gdzie mamy celowa?
00:27:57:We wroga.
00:28:17:-Nastpny martwy?|-Niezupenie, Matthews.
00:28:20:Bracegirdle!
00:28:23:Hornblower...
00:28:33:Cholera!
00:28:45:Nie powiniene by mnie tu szuka!|Boj si, e...
00:28:48:Te si tego boj,|kapitanie Bracegirdle.
00:28:51:Jestemy w zym miejscu.|Maj nas jak na widelcu.
00:28:54:Osaniajcie nas.|Zabieram kapitana Bracegirdle do odzi.
00:29:00:Gotowi?
00:29:02:Teraz!
00:29:06:Powodzenia!
00:29:09:Niech si pan odsunie!
00:29:16:Kapitanie Bracegirdle!
00:29:21:Horatio...
00:29:23:Id po nich, Styles.|Pom mi.
00:29:26:Id za panem.
00:29:43:Dobry Boe.
00:29:45:Na stanowiska!|Alarm bojowy!
00:29:50:Wytoczy dziaa na lewej burcie!
00:29:57:Jeszcze chwila i nie|zostanie nam d do ucieczki.
00:29:59:Racja, panie Bush!|Piechota morska, przygotowa si!
00:30:04:-Gdzie Maguire?|-Nie wiem.
00:30:06:Cel!|Pal!
00:30:09:Ognia!
00:30:17:Biegiem!
00:30:22:Sta!
00:30:31:-Zabra go pod pokad!|-Kto do nas strzela?
00:30:34:abojady! A co ty myla?|A teraz pod pokad!
00:30:38:Teraz rzucaj w nas pieroskimi dziaami?
00:30:41:Dalej, za mn!
00:30:54:Czas na nas, panowie!|Pcha!
00:31:09:Ci cholerni Francuzi pozwolili im odpyn.
00:31:13:I co mi zostao?
00:31:16:Ty.
00:31:19:Znam Hornblowera.
00:31:21:Te kiedy mu suyem.
00:31:24:Byem u niego sternikiem.
00:31:26:I auj, e to nie on teraz przede mn klczy.|Na razie zadowol si tob.
00:31:31:Ile by da za swoje ocalenie?
00:31:34:Mnstwo.
00:31:53:Dlaczego kapitan Bracegirdle tak ryzykowa?
00:31:57:Podpyn tak blisko brzegu?
00:32:00:-Pamitam go jako bardzo ostronego czowieka.|-Prawda.
00:32:04:To znaczy, e mia dobry powd.
00:32:07:Pacjent wraca do siebie.|Na razie tylko ciaem, a nie duchem.
00:32:14:Jak za dawnych czasw na "Indym".
00:32:19:My trzej razem.
00:32:23:Jak za dawnych czasw...
00:32:26:Wiesz gdzie jeste, Bracegirdle?
00:32:30:Na twoim okrcie, Horatio.
00:32:34:Bo straciem swj wasny.
00:32:40:Dlaczego bye tak blisko brzegu?
00:32:44:Widziaem...
00:32:46:odzie.
00:32:49:Z dziaami.
00:32:51:Pywajce wzdu brzegu.
00:32:55:To co oznacza.
00:32:59:Wic obserwowaem caymi dniami.
00:33:03:A wtedy one...
00:33:06:Znikny w zatoczce.
00:33:11:Nie pamitam...
00:33:14:To pomoe mu szybko|odzyska jasno umysu.
00:33:21:Na "Tonnancie" nazywali to|lekarstwem Daunty'ego
00:33:30:Wci pracuj nad polepszeniem smaku.
00:33:47:Nieprzyjacielska fregata,|furty dziaowe ma zamknite.
00:33:50:Kapitan Bracegirdle widzia kanonierki|wchodzce do jakiej zatoki.
00:33:54:Kanonierki?
00:33:56:-Ale adnych fregat.|-Kapitanie Bracegirdle.
00:33:59:-Znw jest pan z nami.|-Bg zmieni plany wzgldem mnie.
00:34:03:Kanonierki, by zetrze|obrocw angielskich wybrzey.
00:34:06:A teraz maj te fregat.|Dlaczego?
00:34:09:Panie Prowse! Nie zbliajmy si|do wybrzea dopki nie poprawi si pogoda.
00:34:13:Zostajemy tutaj.|I czekamy.
00:34:16:-I obserwujemy.|-Tak jest!
00:34:26:Z caym szacunkiem|do sub dyplomatycznych, panie Etheridge.
00:34:31:Krlewska Marynarka toczy wojn.
00:34:33:Nie, szanowny panie.|Anglia toczy wojn.
00:34:36:Krlewska Marynarka jest|tylko jedn broni z jej arsenau.
00:34:39:A wy chcecie t bro schowa do pochwy.|I to w imi czego?
00:34:42:Daremnego pocigu|za par zaginion na morzu?
00:34:45:Dobry Boe!
00:34:47:Zagin cay okrt.|Setki ludzi!
00:34:50:Ten list wyraa wol|nie tylko moich zwierzchnikw,
00:34:53:ale rwnie paskich.|Lordw Admiralicji.
00:34:56:Polijmy po lepsz lamp,|eby mg si pan o tym przekona.
00:35:01:Dlaczego ta para jest taka wana,|e musi by odnaleziona?
00:35:04:Ona jest crk zamonego|amerykaskiego kupca,
00:35:07:ktrego chtnie sucha|ich ambasador w Londynie.
00:35:11:Ambasadora chtnie suchaj|suby dyplomatyczne, a...
00:35:14:Tak, tak...
00:35:16:Sub dyplomatycznych sucha admiralicja,|kady sucha kadego.
00:35:20:Dziwne, e jeszcze nikt nie oguch!
00:35:22:Ojciec dziewczyny|niepokoi si o jej bezpieczestwo.
00:35:25:I chce, eby wrcia do domu na wita.
00:35:28:Wzruszajce.
00:35:30:-A chopak?|-On jest...
00:35:33:On jest jej mem.
00:35:35:-I to wszystko?|-Jest te Francuzem.
00:35:41:Ubolewam, e nie wolno mi|zdradzi panu wicej.
00:35:44:To drobnostka, ktra zmienia wszystko.
00:35:48:Pogoda w tej czci Kanau|jest najgorsza od piciu lat.
00:35:51:Nie wyl adnego okrtu|w celu innym ni bitwa.
00:35:54:Sztormy nie potrwaj wiecznie.
00:35:57:Istotnie nie.
00:35:59:Wic czekam na lepsz pogod.
00:36:02:Dobrze.|Prosz bardzo.
00:36:06:Ci dwoje ju nie yj lub s we Francji.
00:36:10:Chyba, e mieli szczcie,|ogromne szczcie
00:36:13:i zostali podjci przez|jeden z naszych okrtw.
00:36:15:Tak byoby dobrze dla nich,|ale znacznie gorzej dla okrtu.
00:36:20:Dlaczego?
00:36:23:Dlaczego?|Czy s niebezpieczni?
00:36:25:Tak, sir Edwardzie.
00:36:28:S.
00:36:33:Jedynym pocieszeniem|w naszej cikiej sytuacji
00:36:36:-jest twoja znakomita kuchnia.|-Mon plaisir, monsieur.
00:36:41:Mio mie kogo kto j docenia.
00:36:44:To aden Amerykaniec!
00:36:47:Nie mam pojcia|o co ci chodzi, Styles.
00:36:49:-Syszaem jak mwi. To abojad!|-Uspokj si, Styles. To nie Francuz.
00:36:53:-Jest Szwajcarem.|-Szwajcarem?!
00:36:56:Wiedziaem, e co jest nie tak.|abojad przyniesie nam pecha!
00:36:59:-Powiedziaem, uspokj si!|-Obcy na pokadzie przynosi pecha!
00:37:02:Miaem ze przeczucia przez sztorm|i to wszystko, ale nic nie mwiem,
00:37:05:bo pomylaem e Amerykanie|nie mog nam zaszkodzi.
00:37:08:Ale abojad to co innego!|To Jonasz, przez ktrego zginiemy!
00:37:18:To bya moja wina.|Nie mog zaprzeczy.
00:37:26:-Zrobie co uznae za suszne.|-Ale nie byo!
00:37:31:Mj okrt...
00:37:33:i p zaogi...
00:37:36:roztrzaskani na skaach!
00:37:41:Co spotkao tych, ktrzy przeyli?
00:37:45:Co spotkao ciebie?
00:37:49:Nie obwiniali mnie za to co zrobiem.
00:37:53:Byli lojalni a do koca.
00:38:01:Udao nam si wydosta na brzeg.
00:38:05:I wtedy dopadli nas ci francuscy ajdacy.
00:38:09:Moi ludzie stali przy mnie.
00:38:12:I moi ludzie zginli za mnie.
00:38:16:Wrd ich cia zostawiono|mnie bym skona.
00:38:23:auj, e nie umarem, Horatio!
00:38:28:Straciem okrt i ca zaog.
00:38:37:I nawet jeli sd wojenny|mnie uniewinni,
00:38:40:ju nigdy nie powierz mi dowdztwa.
00:38:43:-Tego nie moesz by pewien.|-Doprawdy?
00:38:48:Pozwolisz, e wyjd.
00:38:51:Nie wiem, czy ci to pomoe,
00:38:54:ale sdz, e postpibym tak samo.
00:38:57:Cokolwiek abojady knuj w tej zatoce,
00:39:00:naszym obowizkiem|jest si tego dowiedzie.
00:39:07:Ryzyko, ktre podje
00:39:10:ja podjbym rwnie.
00:39:30:-Wszystko w porzdku?|-Tak jest, w porzdku.
00:39:36:-Obymy dotrwali do rana.|-Co w ciebie wstpio?
00:39:41:Nic.|To... tylko...
00:39:46:...moje przeczucia.
00:39:49:Nie czeka nas nic poza dug, zimn noc.
00:39:58:Prosz.
00:40:03:Powinna pani zosta w kajucie.
00:40:07:Przecie to spacerw|mojego ma si obawiacie.
00:40:10:A on mocno pi.
00:40:13:-Susznie robi.|-Nie yczy nas pan sobie na okrcie.
00:40:16:Z pewnoci nie pomagacie mi|w spenieniu mojej  misji.
00:40:19:Tylko ona pana obchodzi?
00:40:21:Obawiam si, e mj m mylaby|tak samo gdyby ruszy na wojn.
00:40:28:On to pani da?
00:40:30:Jako dowd swojej mioci.
00:40:33:-Ma pan pamitk od swojej ukochanej?|-Nie, pani.
00:40:37:Kiedy wypywalimy, moja...
00:40:40:ona...
00:40:44:-daa mi rkawiczki.|-Jest pan dawno po lubie?
00:40:47:-Nie.|-Ja te nie.
00:40:51:Prosz nas zostawi|na brzegu najszybciej jak to moliwe.
00:40:54:Nie jestemy adunkiem,|ktry chciaby pan zatrzyma.
00:40:59:Prosz mi zaufa.
00:41:13:Nie strzela!|To ja, stary znajomy, Maguire!
00:41:17:To Maguire!
00:41:21:Tutaj!
00:41:23:Chwy lin!
00:41:29:Trzymam! Cignijcie!
00:41:31:Cigniemy, chopaki!
00:41:39:-Mylelimy, e nie yjesz.|-Mao brakowao.
00:41:42:Ale trzeba wicej abojadw|eby mnie zatrzyma.
00:41:44:-To znaczy, e ci pojmali?|-Tak, mieli przewag liczebn.
00:41:47:Prbowaem walczy,|ale to nie miao sensu.
00:41:50:Po czym podje cudown ucieczk?
00:41:54:Wrg na pokadzie!
00:41:57:Teraz mi wierzysz?
00:42:24:Dobra robota.
00:42:26:A teraz go znajdmy.
00:42:33:Jest w kajucie pierwszego oficera.
00:42:39:Wolfe!
00:42:49:Rzu bro, Wolfe!
00:42:51:Kapitan Hornblower!
00:42:53:Masz co co naley do Francji|i przychodz to zabra.
00:42:56:Wic wci ryzykujesz yciem|dla Bonapartego.
00:43:00:Wiesz jak to jest -|on gaszcze mnie, ja gaszcz jego.
00:43:38:Styles, za mn!
00:43:43:Rzu bro, Wolfe!
00:43:47:Rzu bro!
00:43:58:Stj, Maguire, albo ci zastrzel!
00:44:02:-Moi gocie zostaj.|-Zignoruj go, Maguire.
00:44:05:On nie zastrzeli nikogo z zimn krwi.|A ja owszem.
00:44:08:-I to z przyjemnoci.|-Zabij go, Wolfe!
00:44:11:Mam wystarczajce powody.|Panie Bush, odebra mu bro.
00:44:15:Jeli on si zbliy,|zastrzel ci, Hornblower.
00:44:19:Wic na kogo wypadnie -|na mnie czy na ciebie?
00:44:21:Moe na obydwu?|Zabi go, panie Bush!
00:44:24:Niech ginie za Francj.
00:44:26:Nie mog.
00:44:28:Porzdni Anglicy.
00:44:31:-Gdybycie jeszcze mieli jaja.|-Rb co ci ka, do cholery!
00:44:43:Dobrze, panie Bush,|zrbmy to paskim sposobem.
00:44:47:Poddajmy si.
00:45:00:Wolfe ucieka!|Zatrzyma go!
00:45:05:Przyznaj, nie jestem Szwajcarem.|Jestem Francuzem.
00:45:08:Wiem, e pan jeste Francuzem.
00:45:11:Pani, mog spojrze na ten medalion?
00:45:24:Tak mi si zdawao,|e skd znam ten herb.
00:45:27:Naley do znakomitego rodu. "Pszczoa"|czyta si jak "B", ale nie oznacza "Betsy"!
00:45:32:Prawda?!
00:45:39:Z kim mam przyjemno rozmawia,|askawy panie?
00:45:44:To "B" oznacza...
00:45:47:Bonaparte.
00:45:49:Nazywam si|Jerome Lucien Alexandre Bonaparte.
00:45:52:Jestem bratem Napoleona.
00:45:58:-Zamkn go.|-Piechota morska!
00:46:02:Zamkn oboje.
00:46:14:Masz na pokadzie brata najwikszego|wroga Anglii. To dobry powd do powrotu.
00:46:19:Ty tak by postpi?|Bdc kapitanem?
00:46:23:Tu dzieje si co wicej.
00:46:26:Dziaa okrtowe na ldzie,
00:46:29:kanonierki, fregaty,|a teraz Wolfe.
00:46:32:Zostawiby wszystkie te pytanie bez odpowiedzi?
00:46:35:Raz nas zaatakowali i zrobi to powtrnie.|Bonaparte chce odzyska brata.
00:46:39:Bonaparte chce mie wiat.|Nie traciby czasu i si na...
00:46:45:...rodzin.
00:46:47:Nie. Jestem pewien, e to bya dywersja.
00:46:51:Jeli masz racj...
00:46:55:Pozwl mi pj na brzeg.
00:46:58:To wci moja misja, Horatio.
00:47:01:I jeli mam stan przed|sdem wojennym za strat okrtu,
00:47:05:niech nie stanie si to na prno.
00:47:10:Panie Bush, poprosz na swko.
00:47:18:Kiedy Wolfe celowa we mnie|powinien pan go zastrzeli.
00:47:21:-Do diaba, on mg przej cay okrt!|-Nie mogem tego zrobi.
00:47:24:Nie sprzeciwiaj mi si, Williamie!|Nigdy wicej.
00:47:28:Ja dowodz "Hotspurem"|i tylko to jest dla mnie wane.
00:47:32:Kapitan Bracegirdle straci okrt.
00:47:35:Teraz jest strzpem czowieka.|Wol zgin ni podzieli ten los.
00:47:43:Brat Bonapartego, do diaska!|Co z moimi okrtami?
00:47:47:-Ktry to?|-Ktry brat czy ktry okrt?
00:47:50:Panie Etheridge, nie widz powodu do artw.
00:47:53:Dobry Boe!|Brat Bonapartego!
00:47:57:-Mam prawo wiedzie.|-Ju tak.
00:48:01:To "Hotspur".
00:48:05:-Skd pan to wie?|-Mamy kontakty we Francji.
00:48:11:Prosz mi powiedzie - czy kapitan|"Hotspura" jest zdolnym oficerem?
00:48:15:-Jednym z najlepszych.|-I dobrze. Skoro pogoda si poprawia
00:48:18:wierz, e dostarczy swj adunek|do Anglii w cigu dwch dni.
00:48:22:Mam nadziej, e kapitan zaufa intuicji|i podejmie waciw decyzj.
00:48:26:Jeli to wszystko, to egnam pana.
00:48:28:Francuzi wiedz, e tu jestemy,|wic nasza wizyta bdzie krtka.
00:48:31:Matthews, idziesz z kapitanem Bracegirdle|na poudnie od zatoczki,
00:48:34:pan Bush uda si ze mn na pnoc.
00:48:37:Panie Orrock!|Panu powierzam dowdztwo.
00:48:41:Jeli nie wrcimy po dwch godzinach,|wie pan co musi zrobi.
00:48:44:Wrci do Anglii|i dostarczy naszych goci wadzom.
00:48:47:Dobrze.|Miejmy nadziej, e wrcimy razem.
00:48:50:Do dziea.
00:49:02:Niech pan pamita, kapitanie!|Mamy tylko dwie godziny.
00:49:06:Bd pamita!
00:49:21:Pytam si -|po co wybiera si tak daleko
00:49:24:by znale armi Bonapartego,|skoro mamy tu jego braciszka?
00:49:31:Uwaaj co mwisz.
00:49:49:Miejcie oczy szeroko otwarte.
00:49:51:Jeli tylko zobaczycie Francuzw,|wracajcie na okrt.
00:50:09:Wspinaj si, Matthews.|To zwyky spacerek.
00:50:13:Pan wybaczy, ale to pierusko wysoki klif.
00:50:24:Ciesz si, e nie jestem na ich miejscu.
00:50:31:Panie Orrock, tak si zastanawiam...
00:50:35:Przygotowywaem niadania|naszym gociom.
00:50:39:Teraz s winiami.|adnych niada.
00:50:43:Niech zgodniej.|Niech ludzie widz, e oni goduj.
00:50:49:-Co si panu nie podoba, panie Prowse?|-Ale skd.
00:50:52:Pan tu dowodzi.
00:51:11:Kolejne dziao okrtowe.
00:51:14:Naprzd.
00:51:26:Chyba maj przewag liczebn.
00:51:29:Dalej, czas ucieka.
00:51:38:Uratowalimy Jankesk,|nie ma w tym nic zego,
00:51:42:ale ona za ma ma Bonapartego!
00:51:45:-Natychmiast przesta!|-To zwyka przypiewka.
00:51:48:Artykuy Wojenne nie zakazuj|dopisywa wasnych sw.
00:52:24:-Nie widz adnych okrtw.|-Musz by dalej w zatoce.
00:52:28:Ale to ponad mil std.|Moe i zdymy tam doj,
00:52:31:ale nie damy rady wrci na czas.
00:52:34:Dotarem a tutaj, Matthews.|Teraz nie zamierzam rezygnowa.
00:52:37:Jednak nie chc te pozosta we Francji.
00:52:40:Popy nasz odzi na drug stron,|do kapitana Hornblowera.
00:52:43:Powiedz, e jestem tu za tob,|ale potrzebuj wicej czasu.
00:52:46:-Ale panie kapitanie...|-Poczekasz tam na kapitana Hornblowera
00:52:49:-i odelesz po mnie d.|-Jeli jest pan zdecydowany...
00:52:52:To jest rozkaz, Matthews!
00:53:13:-Uprzejmy jak zwykle.|-Wiedziaem, e nie przyby tu po zaginionego Francuza.
00:53:17:Niewane jak wysoko urodzonego.
00:54:42:Naprawd jestemy otoczeni.
00:55:04:Na Boga, to jest to.
00:55:18:Cholera!
00:55:33:Co ty tu robisz?|Co si stao z kapitanem Bracegirdle?
00:55:35:Powiedzia, e potrzebuje wicej czasu.|To nie zajmie mu dugo.
00:55:39:-Wysaem drug d po niego.|-Dobrze. Ty wrcisz z nami.
00:56:04:Masz dla mnie dobre wieci, onierzu?
00:56:09:-Ile czasu nam zostao?|-Bardzo mao.
00:56:11:To moe si panu przyda.
00:56:14:-Wiatr si wzmaga.|-Niech pan postawi agle.
00:56:18:Hej na pokadzie!|Szczyt klifu!
00:56:21:Luneta!
00:56:57:Zmniejszmy do nich dystans, panie Prowse!
00:57:15:Tym razem to nie dziao okrtowe.
00:57:23:Rzeczywicie nie, panie Bush.
00:57:30:Wiosujcie, do diaba!
00:57:37:Nie rozumiem, co on mwi.
00:58:08:Doskonale!
00:58:12:Sprbujmy zgarn gwn nagrod.
00:58:43:Trzy razy hura dla kapitana!
00:58:45:Niech pan wraca do swoich|obowizkw, panie Orrock!
00:58:50:Wyrzuci to drastwo za burt!
00:59:27:Wej.
00:59:31:Pyniemy do Anglii.|Prosz kaza panu Prowse zmieni kurs.
00:59:35:Czy chce pan,|eby Daunty opatrzy panu rk?
00:59:41:Myli pan, e ma na to jaki lek?
00:59:44:Myli pan, e ma lek|dla kapitana Bracegirdle?
00:59:47:Nie, chc zosta sam przez chwil.
00:59:50:Zamierzam napisa raport.
00:59:54:Mam nadziej, e wspomni pan|swj udzia w wydarzeniach.
00:59:57:-Sucham, panie Bush?|-Ten granat.
01:00:00:Mwi pan o granacie wystrzelonym z brzegu,|ktry okaza si niewypaem?
01:00:04:-Ten granat ma pan na myli?|-Ten opis nie jest kompletny.
01:00:08:-Wic to nie by granat?|-By.
01:00:11:-Nie wystrzelono go z brzegu?|-Oczywicie tak.
01:00:13:-Eksplodowa, a ja tego nie zauwayem?|-Nie eksplodowa z powodu paskiego mstwa.
01:00:17:-To mstwo nie moe zosta pominite.|-Niech pan mi nie wmawia, e byem odwany!
01:00:25:Mylaem, e rozerwie mnie na strzpy.
01:00:29:Jak mojego kochanego przyjaciela.
01:00:32:To sprawia, e ten czyn|jest jeszcze wspanialszy.
01:00:39:Nie jestemy herosami.
01:00:41:Jestemy oficerami krla|i mamy obowizek do spenienia.
01:00:46:Nie wolno nam myle o niczym innym.
01:00:50:-Prosz to zapamita, panie Bush.|-Tak, panie kapitanie.
01:00:55:A teraz prosz nas zabra do domu.
01:01:17:Wej.
01:01:24:Mj raport.
01:01:28:Ze smutkiem informuj,|e kapitan Bracegirdle zgin w walce.
01:01:33:Istotnie, to smutna wiadomo.
01:01:37:Zgin wykonujc swj obowizek,
01:01:40:umar z honorem.
01:01:42:Prbowa przekaza nam czego|si dowiedzia, kiedy jego d...
01:01:47:zostaa zniszczona.
01:01:49:Jednak pan powinien wrci kiedy|odkry pan tosamo swoich pasaerw.
01:01:52:Tak.
01:01:54:Ale co si dzieje na tym wybrzeu.
01:01:57:Armia pod dowdztwem ucznia tyrana.
01:02:00:-Pamita pan renegata Wolfe'a?|-Dobry Boe!
01:02:03:Ten przekltnik powrci|by nas przeladowa?
01:02:06:Tak. I chc powrci do Francji|by dokadnie pozna jego plany.
01:02:10:Obawiam si, e to nie bdzie takie proste.
01:02:13:Suby dyplomatyczne|bardzo si zainteresoway
01:02:16:-twoimi wybrykami.|-Bo miaem Bonapartego na pokadzie?
01:02:21:Ich wadza nie ma granic,
01:02:24:wic moc swojej wadzy|objli twj okrt kwarantann.
01:02:27:Nawet jeli p Portsmouth|zna t tajemnic pastwow,
01:02:30:to z "Hotspura" nie wolno|nikomu zej ani wej.
01:02:35:Przykro mi, ale to nie moja decyzja.|Poinformowaem ju pana Busha.
01:02:38:Jak dugo to potrwa?|Z pewnoci kwarantanna nie dotyczy mnie?
01:02:44:-Co mam zrobi?|-Wykorzysta t przykr spraw i wrci do domu.
01:02:48:Do ony.|Przypomnie sobie po co si walczy.
01:03:02:Jeste tu od trzech dni,
01:03:05:a kadego ranka jeste|zaskoczony na mj widok.
01:03:08:Mio zaskoczony, kochanie.
01:03:17:I kadego ranka idziesz do okna|i patrzysz na port.
01:03:22:-Masz racj, rzeczywicie.|-Och, Horry...
01:03:24:Nie umiesz zapomnie|o swoim okrcie na jeden dzie?
01:03:27:Nie, Mario, to chyba niemoliwe.
01:03:30:-Nie, skoro jest tam wci moja zaoga.|-Puszcz ich na brzeg na Boe Narodzenie?
01:03:35:Mam nadziej, e nie.
01:03:39:Uwaam, e "Hotspur" moe|wypyn przed kocem tygodnia.
01:03:50:Wiem, e chcesz ebym by przy tobie.
01:03:55:Ale w tej chwili...
01:03:58:wolabym by na morzu.
01:04:01:Tam jestem potrzebny.|Sprbuj zrozumie.
01:04:10:Znalazam twoje rkawiczki kiedy spae.
01:04:16:-S w aosnym stanie.|-Nic si nie stao!
01:04:22:Mgby poopowiada mi|o swoich przygodach na morzu.
01:04:26:To nie przygody, Mario.
01:04:29:A ja nie chc o tym mwi.
01:04:32:Wic nie oczekuj, e zrozumiem.
01:04:38:Obcy na pokadzie przynosz pecha.
01:04:41:-Cay czas miaem racj.|-Co do czego?
01:04:45:Po pierwsze - nasz go|okazuje si Bonapartem.
01:04:48:Potem kapitan Bracegirdle zostaje zabity.
01:04:51:Nastpnie ka nam tu gni jakbymy|byli zapowietrzeni! Jestemy przeklci!
01:04:54:Zamknij si, Styles! To e wygldasz|jak cygaska przekupka
01:04:57:-nie znaczy, e musisz tak samo papla!|-A co ci to obchodzi!
01:05:01:Spokj!
01:05:03:Ty nawet nie znae kapitana Bracegirdle.
01:05:06:Jeste tak samo obcy|na tym okrcie jak te abojady.
01:05:09:To po prostu nieszczliwy zbieg okolicznoci.
01:05:12:Co? Przynajmniej kapitanowi jest dobrze.|Jest uziemiony na ldzie.
01:05:16:Ten okrt diabli wezm!
01:05:19:Nie zrozumiaem, Styles.
01:05:21:Styles wanie mwi|jak uwielbia sub na "Hotspurze".
01:05:25:-Zgadza si, Styles?|-Tak jest. Zgadza si.
01:05:28:Matthews, uwaaj|kiedy pozwalasz ludziom gada.
01:05:32:Nie chcielibymy si nie zrozumie.
01:05:39:Nie przepadam za czytaniem,
01:05:42:ale mwiono mi, e pisz tu o tobie.
01:05:47:Z pewnoci to raczej|o kapitanie Bracegirdle ni o mnie.
01:05:51:Tak, syszaam, e zgin bohatersk mierci.
01:05:54:Wy mczyni i wasza wojna...|To moge by ty, Horatio.
01:06:00:Kapitan Hornblower zameldowa,|e na "Hotspur" spad piciocalowy granat,
01:06:04:ktry poczyni znaczne szkody w takielunku,|ale szczliwie nie wybuch.
01:06:09:-Och, Horry...|-Nic si nie stao.
01:06:11:Napisali czarno na biaym:|nawet nie wybuch.
01:06:14:-Moge zgin!|-Mj przyjaciel Bracegirdle zgin!
01:06:18:Chciabym wrci na mj okrt|by jego mier nie posza na marne!
01:06:31:Wybacz.
01:06:33:Mario, prosz...|Prosz, nie pacz.
01:06:45:Wydaje ci si, e jeste|tylko kapitanem "Hotspura".
01:06:48:Mylisz tylko o swojej godujcej zaodze.
01:06:51:Ale teraz jeste rwnie mem.
01:06:54:To dla ciebie za duo|myle o jednej onie?
01:06:58:To te traktowa jak swj obowizek?
01:07:13:Cikie dupsko cholernej polityki
01:07:16:wreszcie si ruszyo|i oto co otrzymujemy.
01:07:19:Pocztkowo chciano uy brata|Bonapartego w celach propagandowych.
01:07:22:Jednak po wielu debatach zgodzilimy si,
01:07:25:e ten szczeniak mao dla nas znaczy.
01:07:29:Przynajmniej w sensie politycznym.
01:07:31:Mgby narobi ambarasu Jego Krlewskiej Moci
01:07:34:-jeli postawiby stop na angielskiej ziemi.|-Z militarnego punktu widzenia
01:07:37:jest bezuyteczny, nic nie wie,|by w Ameryce przez ostatnie trzy lata.
01:07:40:Dlatego zdecydowalimy si na ten krok.
01:07:43:Kapitan Hornblower ma wrzuci|rybk z powrotem do morza.
01:07:47:Po tym jak naraa okrt trzymajc go|u siebie zupenie bezuytecznie.
01:07:50:Niezupenie, sir Edwardzie.
01:07:54:Dostarczy pan Jerome'a do Francji.|Nastpnie pan powrci
01:07:57:by spotka si z amerykaskim okrtem "Liberty",
01:08:00:gdzie zwrci pan crk ojcu.
01:08:03:-Po co rozdziela tych dwoje?|-Jerome oeni si do pochopnie,
01:08:07:wbrew wyranym rozkazom brata.
01:08:11:Teraz wolno mu wrci|do Francji jedynie samotnie
01:08:15:i wyraajc skruch.
01:08:18:Dlatego pynli odzi do brzegu.
01:08:21:To nie kapitan odmawia zawinicia do portu,|to Francja nie chciaa ich wpuci. Nie z ni.
01:08:25:Paska inteligencja przewysza|paskie stanowisko, kapitanie Hornblower.
01:08:28:Powinien by pan politykiem.
01:08:30:Dzikuj, ale nie miabym do tego serca.
01:08:33:Pan si nie docenia.
01:08:36:egnam panw.
01:08:41:Rozkazy sub dyplomatycznych|s zupenie jasne.
01:08:45:-Zupenie.|-Czy rozkazy admiraa s rwnie jasne?
01:08:48:Tak jest. Zarwno polega na wasnej intuicji|jak przestrzega i wykonywa rozkazy.
01:08:55:Kapitanie Hornblower.
01:08:58:Mia pan wiele szczcia w dniu,|w ktrym zgin kapitan Bracegirdle,
01:09:01:e granat nie wybuch na "Hotspurze",|nieprawda?
01:09:05:Tak jest.
01:09:07:Nie do wiary jakim siedliskiem plotek jest flota.
01:09:12:Kr najdziksze historie
01:09:15:-na temat tego granatu.|-To nie moja wina, panie admirale.
01:09:20:Istotnie nie.
01:09:22:Niech fortuna zawsze ci sprzyja, Hornblower.
01:09:26:Dzikuj panu.
01:09:51:Prosz ustali kurs, panie Prowse.|Do miejsca spoczynku "Grasshoppera".
01:09:56:Wystarczajco duo czasu stracilimy.|Ufam, e ludzie s gotowi do walki.
01:10:00:Boj si, e ludzie czekaj|a pozbdziemy si Bonapartego.
01:10:03:Mog zapyta dlaczego nie skorzystalimy|z szansy by ich przekaza?
01:10:07:Nie, panie Bush, nie moe pan.
01:10:09:Prosz wybaczy, ale pastwo|Bonaparte pytali si o pana.
01:10:12:-Powiedz im, e nie chc z nimi rozmawia.|-Jak pan sobie yczy.
01:10:15:Ale przygotuj im przyzwoity posiek.
01:10:19:Pan Orrock racjonowa im poywienie|dla poprawy morale zaogi.
01:10:24:Morale poprawi si w inny sposb.
01:10:27:Tymczasem, Daunty, przyzwoity posiek,|bardzo prosz.
01:10:31:Musi pan wiedzie, panie Bush,|e to bdzie ich ostatni wsplny posiek.
01:10:38:A to co?
01:10:48:Mylaem, e jedz suchary i wod.
01:10:51:Styles, przepu mnie.|To tylko gulasz.
01:10:55:Nie.|To nasz gulasz.
01:10:59:Nie bd idiot, dla wszystkich starczy.
01:11:08:Po namyle, nie tknbym tego.
01:11:12:Wiem co jest w rodku.
01:11:25:abojadom naley si troch wicej misa.
01:11:29:Ty cholerny prostaku!
01:11:33:Nie pojmujesz dumy z|dobrze wykonanego obowizku!
01:11:38:Id popieci swoich|zagranicznych ulubiecw.
01:11:41:Jedyn rzecz, ktra sprawia,|e wytrzymuj to cholerne ycie
01:11:44:jest bycie przyzwoitym stewardem!
01:11:48:Ten Bonaparte to Jonasz!|Suysz przekltemu Jonaszowi?!
01:11:51:Bzdurne zabobony!
01:11:55:Nic dobrego nie przyszo|z jego obecnoci na pokadzie!
01:11:58:Cholerne, bzdurne zabobony!
01:12:03:Przestacie, Daunty, Styles!
01:12:29:-Przepraszam, e tak pana zawiodem.|-Uderzye wyszego rang!
01:12:32:Po powrocie do Anglii|staniesz przed sdem wojennym.
01:12:35:-I zawisn.|-Nie bd mieli wyboru.
01:12:40:W paskiej zapasowej koszuli brakuje guzika.
01:12:43:-Dlaczego to zrobie?|-Nie wiem.
01:12:47:Zabra go pod pokad.|Zaku w acuchy.
01:12:50:Nie chc go oglda.
01:12:56:Pan Orrock jest skonny wybaczy.|Uwaa, e Daunty tylko si broni.
01:12:59:Daunty broni mojej decyzji|nakarmienia goci.
01:13:04:Ale zawinie bez wzgldu na to co powiem.
01:13:08:Naszym jedynym celem|musi by wypenienie misji.
01:13:11:Odkrycie co Bonaparte knuje na tym wybrzeu.
01:13:16:-Nic nie moe nas rozprasza.|-Bdzie atwiej bez naszych goci.
01:13:23:Ziemia!
01:13:42:Na pokad.
01:13:45:Tylko pan.
01:14:05:Gdzie jestemy?
01:14:08:Nieco na poudnie od Brestu.|Powrci pan do Francji.
01:14:13:-To wspaniale. Dlaczego?|-Moi ludzie zawioz pana na brzeg.
01:14:17:Pjd po on.
01:14:19:Czy moemy prosi|o pomoc przy bagaach?
01:14:24:Pynie pan sam.
01:14:28:-Sucham?|-Opuci ten okrt sam albo wcale.
01:14:31:Wybr naley do pana.|Trafi pan do angielskiego wizienia
01:14:40:albo skorzysta z okazji by|przekona swojego brata.
01:14:44:Wic pan wie?
01:14:46:Dlaczego nie powiedzia pan onie,|e Napoleon nie zaakceptowa maestwa?
01:14:50:Bo j kocham.|I poniewa on j zaakceptuje.
01:14:53:-Przekonam go.|-To paska jedyna szansa.
01:14:56:Nie. Nie mog pyn bez niej.
01:14:59:-To zamie jej serce.|-Nie wtpi.
01:15:02:Matthews! Przygotuj d.
01:15:06:Moe i nazywam si Bonaparte, kapitanie,|ale prosz mnie nie ocenia jak brata.
01:15:10:Mam wasne zdanie|bez wzgldu na nazwisko.
01:15:13:Nie do mnie naley ocenianie pana.|Musz tylko wykona rozkaz.
01:15:16:Co by pan zrobi?
01:15:18:Opuciby pan on?|Zostawi bez sowa?
01:15:23:Prosz mi powiedzie.|Chc wiedzie co by pan zrobi.
01:15:30:Speni obowizek.
01:15:35:Wic ja te speni obowizek.
01:16:28:Gdzie mj m?|Gdzie mj Jerome?
01:16:32:Czy nas uwolniono?
01:16:35:Nie ma go tu.|Popyn do domu.
01:16:38:-Do domu?|-Do Francji.
01:16:41:Pozwolono mu wrci,|ale tylko samotnie.
01:16:45:-Zgodzi si na to.|-Pan kamie.
01:16:48:-Co ty zrobi? Jeli go skrzywdzie...|-Nic nie zrobiem.
01:16:51:Do diaba z panem.
01:16:54:-Prosz si uspokoi!|-Nie opuciby mnie.
01:16:57:Nigdy! On mnie kocha!
01:17:00:Taka pani naiwna?
01:17:03:To jest wojna!|Tysice ludzi ryzykuj yciem!
01:17:08:Tyran pustoszy Europ!
01:17:11:Naprawd pani uwaa,|e pani uczucia mog si z tym rwna?
01:17:17:Kiedy wrcimy do Anglii
01:17:20:na wodach neutralnych|pani zostanie przekazana na "Liberty",
01:17:24:na ktrym wrci pani do Ameryki.
01:17:27:-Mam nadziej, e Francuzi pana zabij.|-Z pewnoci maj wielkie szanse.
01:17:32:Moe jutro im si uda.
01:17:49:adnego Bonapartego na pokadzie,|wyleczyem si z blu gowy
01:17:54:i mamy przyjemny nieek.|Wszystko zaczyna wyglda lepiej, panie Prowse.
01:17:57:Nie ma nic przyjemnego|w niegu na morzu, panie Orrock.
01:18:00:Skorzystamy z zadymki|jeli nie z samego niegu.
01:18:03:Pan Bush i ja znowu wybieramy si na ld,|wic okrt znowu jest paski.
01:18:07:Lepiej si pospieszy.|Nie wiadomo jak dugo potrwa mga.
01:18:10:Zapewniam, e nie opuszczam was|na duej ni naprawd musz.
01:18:20:Dalej, leniwe obuzy!
01:18:24:Okrty jutro w poudnie|bd gotowe do wypynicia!
01:18:27:Chyba e wolicie pyn wpaw?
01:18:40:Wic to widzia pan Bracegirdle.
01:18:45:Std dziaa w stodole.
01:18:48:Fregaty, panie Bush.|Widzi pan jak mae maj zanurzenie.
01:18:52:Usunito dziaa.
01:19:03:Ilu ludzi pomieci okrt czterdziestodziaowy|ogoocony ze wszystkiego innego?
01:19:08:Moe i tysic, mocno stoczonych.
01:19:11:Trzy okrty, trzy tysice onierzy.
01:19:14:wietnie wyszkolonych Francuzw|pod komend fanatycznego Irlandczyka.
01:19:17:Te fregaty nie s przeznaczone do walki.
01:19:20:Maj przewie wojsko.|Najwyraniej s gotowe do wypynicia.
01:19:24:W Brecie jest dwiecie tysicy Francuzw|gotowych do inwazji na Angli.
01:19:29:-Caa nasza flota ich tam pilnuje.|-Nie strzegc drzwi od kuchni.
01:19:33:Inwazja na Irlandi, panie Bush.
01:19:36:Z wystarczajc si by rok 1798|wyglda na bjk w barze.
01:19:40:-Najpierw zajm Irlandi, potem Angli.|-Wpyniemy tam "Hotspurem"
01:19:43:wystarczajco blisko by ich wyniucha.|Jak terier w szczurzej norze.
01:19:46:-To ogromne szczury, panie kapitanie.|-I diabelnie zajady terier.
01:19:58:Z rufy nie wida dziobu.|Moe zawrcimy?
01:20:02:Nie, panie Prowse, wprost przeciwnie.|Wejdziemy w zatoczk.
01:20:05:Tu s skay ostre jak brzytwy|i pytko jak w stawie.
01:20:09:-Skoczymy jak "Grasshopper".|-Nie, jeli bdziemy uwaa.
01:20:12:-I mie szczcie.|-Niech kto inteligentny mierzy gboko.
01:20:15:-Zaatwione, panie kapitanie!|-Doskonale, panie Orrock!
01:20:19:Matthews, odbezpiecz dziaa|i ka ludziom by cicho albo poauj.
01:20:24:Wpywamy na samych marslach.
01:20:28:Zwin grota!
01:20:46:-Pi sni!|-Ciszej.
01:20:48:-Przepraszam.|-Pi sni!
01:20:50:-Utrzymujemy kurs, panie Prowse.|-Tak jest, utrzymujemy.
01:21:01:-Pierwszy prbuje wyj.|-Jeli zaczniemy strzela bdzie w puapce.
01:21:05:My bdziemy w puapce jeli szybko|nie znajdziemy gbszego kanau.
01:21:08:Racja, panie Prowse.|Sprbujmy dwa rumby na prawo.
01:21:15:Panie Matthews, przygotowa|dziaa na lewej burcie.
01:21:21:3 i 3/4 snia!
01:21:29:-Wpywamy na pycizn.|-Utrzymywa kurs.
01:21:40:Sze sni.
01:21:45:Ju lepiej.
01:21:49:Gdzie zawiesili latarnie?
01:21:52:W linii powyej bezanmarsla.
01:21:54:Skopiowa to.|Zawiesi trzy takie same,
01:21:57:ale trzyma zakryte dopki nie dam znaku.
01:22:00:Chc ich oszuka.|Jeli bdziemy mieli takie same wiata,
01:22:03:wezm nas za cz swojej floty.
01:22:05:-Bardzo sprytnie.|-Dzikuj, panie Prowse.
01:22:08:-Wreszcie doczekaem si od pana komplementu.|-Suchajcie!
01:22:15:Przygotowa te wiata, panie Bush.
01:22:31:-Nie sigam dna.|-Nie ma dna, panie Bush!
01:22:36:To nie jest nasze jedyne zmartwienie.|Wejdzie pan na maszt.
01:22:39:Zajmie si pan latarniami.
01:22:47:Nie siga dna.
01:22:49:Syszaem.|Pena prdko, panie Prowse.
01:22:54:-Jak blisko chce pan podej?|-Jak blisko pan moe?
01:22:57:-Jak blisko pan zechce.|-Nie chc widzie wody pomidzy nami.
01:23:13:Zajmij si dziaami.
01:23:20:Wytoczy.
01:23:26:Cicho!
01:23:32:wiata z lewej strony!|Dwa komplety.
01:23:41:Zdezorientujmy ich!
01:23:52:Kim jestecie?
01:23:58:-Co si dzieje, do diaba?!|-Ognia!
01:24:12:Przeadowa!
01:24:15:Strzelaj do tego cholernego okrtu,|albo ja strzel do ciebie!
01:24:18:Ognia!
01:24:26:Przywiza liny do tego dziaa!|Rusza si!
01:24:32:-Wci si zbliaj!|-Greting jest strzaskany!
01:24:36:Pod pokad, zabezpieczy dziao!
01:24:41:-Najbliej jak si da do pozostaych okrtw!|-Tak jest! Na praw burt!
01:24:49:Wycigniemy ci z tego, czowieku!
01:24:58:Dwie pozostae fregaty wykonuj zwrot!
01:25:01:Zgadli kim jestemy!
01:25:13:Trzeba si do nich zbliy, bo jeli wypyn|na otwarte morze bdziemy bez szans!
01:25:17:Nie ma potrzeby, panie Prowse!|Prosz spojrze!
01:25:21:Dwa... trzy... do gry!
01:25:24:Szybko!|Spada!
01:25:39:Suchajcie!
01:25:43:Weszli na mielizn.
01:25:46:I na siebie nawzajem!
01:26:06:Mam po dziurki w nosie|winiw na moim okrcie,
01:26:09:wic jeli chcesz zgin,|niech bdzie.
01:26:16:Mgbym.
01:26:19:I to z radoci, Hornblower!
01:26:22:Ale nie z twojej aosnej rki.|To zamaoby mi serce.
01:26:25:Twoje serce, Wolfe?!|A gdzie mam go szuka?
01:26:31:Podziwiam ci, Hornblower.|Sowo daj.
01:26:35:Ale nienawidz i gardz
01:26:38:wszystkim co reprezentujesz.
01:27:17:Wesoych wit, panie kapitanie.
01:27:21:Tak, takie s.|Dzikuj.
01:27:24:I nawzajem, panie Bush.
01:27:29:Matthews spyta mnie|po co on i Styles
01:27:33:trudzili si by uratowa Daunty'ego|od dwudziestofuntowego dziaa,
01:27:37:skoro to agodniejsza|i szybsza mier ni na szubienicy.
01:27:40:Jaka bya twoja odpowied, Williamie?
01:27:42:Honor, dobro okrtu, obowizek.
01:27:45:-Czy zrozumia?|-A pan rozumie?
01:27:51:"Liberty" ahoj!
01:28:01:onierze zaczekaj na zewntrz.
01:28:11:Dobra nazwa dla okrtu - |"Wolno".
01:28:14:Sucham?
01:28:16:Pynie do Ameryki.
01:28:20:Jest najwyej sto jardw std.
01:28:29:Nie pamitam po co ci|tu poprosiem, Daunty.
01:28:33:Na pewno zaraz sobie przypomn.
01:28:37:Wej!
01:28:40:d jest gotowa do zabrania pani.
01:28:43:Chcia pan wiedzie.
01:28:45:Tak, zapomniaem. Dzikuj.
01:28:57:Jeste dobrym stewardem, Daunty.
01:29:01:Gotujesz...|i pywasz.
01:29:10:ycz ci miego dnia.
01:29:18:Dzikuj panu.
01:29:25:Jest pan pozbawiony serca,|panie Hornblower.
01:29:29:Kiedy pana poznaam mylaam,|e jest pan bohaterem.
01:29:32:Myliam si.
01:29:34:Pani, jeli m ci kocha,|odnajdzie ci.
01:29:38:-Prdzej czy pniej.|-Nie mw mi o mioci, nic o niej nie wiesz.
01:29:43:al mi paskiej biednej ony.
01:29:51:Te mi jej al.
01:29:55:Jednak takiego mnie polubia.
01:30:04:To Daunty.
01:30:08:Do diaska, uciek przez okno!|Wstrzymaj ogie!
01:30:11:To neutralny okrt.
01:30:16:Dure ze mnie, panie Bush.
01:30:22:To zacny czowiek, ten Daunty.
01:30:25:I wietnie gotuje.|Prosz go przyj w ramach przeprosin
01:30:31:za mj brak serca.
01:30:37:Dobrze, panie Hornblower.
01:30:53:M ju nie ujrzy ony.
01:30:57:Wysannicy Bonapartego|zdaj do Watykanu,
01:31:00:-prosi o uniewanienie maestwa.|-Nieludzcy Francuzi!
01:31:04:Dziewczyna pozbya si go|tak jak my pozbylimy si
01:31:07:tego przestpcy, Daunty'ego.
01:31:10:-Wszystko skoczyo si jak najlepiej.|-Suby dyplomatyczne s panu wdziczne.
01:31:14:Wykona pan dla nas nadzwyczajn prac.
01:31:17:A teraz, jak sdz,|panowie maj wiele do omwienia.
01:31:24:Przyjemnoci byo panw pozna,|sir Edwardzie, kapitanie Hornblower,
01:31:27:egnam.
01:31:41:Pan Etheridge uwaa,|e mamy co do omwienia.
01:31:46:Odchodz.|Opuszczam moj flag.
01:31:49:-Przechodzi pan w stan spoczynku?|-Nie, nic takiego.
01:31:53:To awans,|ale oznacza porzucenie "Tonnanta"
01:31:56:i wszystkich, ktrzy tak dobrze mi suyli.
01:31:59:To dobra wiadomo, panie admirale,|ale i tak auj.
01:32:04:Nie bardziej ni ja sam.
01:32:07:Ale rozchmurzmy si.
01:32:10:Czy to nic dla pana nie oznacza?
01:32:13:Nie, tylko to, co powiedziaem.
01:32:16:I to, e prawdziwym zaszczytem|byo suy pod paskimi rozkazami.
01:32:19:-Nic wicej?|-Nie.
01:32:21:Nie pamita pan o ostatnim|przywileju przenoszonego admiraa?
01:32:28:Nie.
01:32:30:A, tak, zaczyna panu wita.|wietnie.
01:32:33:Wolno mi dokona trzech promocji:|midszypmena na porucznika,
01:32:36:porucznika na komandora,|komandora na kapitana.
01:32:39:Moi ludzie bardzo si zasuyli,|mog zasugerowa...
01:32:42:Nie, nie...|Hornblower - nie.
01:32:45:Mylaem o tobie, do diaska.
01:32:48:Awansuj ci.|Na mianowanego kapitana.
01:32:52:Myl o poytku dla marynarki.|Bye najlepszym kandydatem.
01:32:57:Wiem, e to nic przyjemnego|by kapitanem w tej aosnej wojnie,
01:33:00:ale pan widzi rzeczy,|ktrych inni nie widz.
01:33:06:Jedyn rzecz, jakiej pan|nie kwestionuje jest obowizek wobec krla.
01:33:10:Mam nadziej, e kiedy zaczniesz|walczy dla czego waniejszego ni Anglia.
01:33:17:Co jest waniejsze ni Anglia?
01:33:23:Za szczliwy i bardzo owocny Nowy Rok.
01:33:32:Wznie toast, Horry.
01:33:36:Tak, przepraszam.
01:33:41:Za...
01:33:46:Za nasz rodzin.
01:33:50:Zdaj sobie spraw,|e nie byem...
01:33:58:W tym roku
01:34:00:sprbuj by lepszym mem.
01:34:04:I lepszym ziciem.
01:34:09:Bye bohaterem.
01:34:12:-I zostae za to nagrodzony.|-To ja powinnam przeprosi.
01:34:16:Za to, e cigle wypytuj ci|o ycie na morzu.
01:34:20:Wiem dlaczego mi nie opowiadasz.
01:34:23:Wiesz, e to by mnie zdenerwowao.
01:34:26:Zreszt ja te ukrywam|przed tob pewne rzeczy.
01:34:33:Naprawd?
01:34:35:Kiedy dr o twoje ycie
01:34:38:nie robi tego z czystego egoizmu.
01:34:41:Nie tylko mnie zostawisz na brzegu.
01:34:45:Nie mwi o mnie.
01:34:48:Ja si nie przejmuj.
01:35:05:Horry...
01:35:08:Zostaniesz ojcem.
01:35:22:<<Tumaczenie: helena>>|hskowron@wp.pl
01:35:27:<<KinoMania SubGroup>>|napisy.kinomania.org
01:35:32:<<Korekta: ARCzi>>
01:35:36:Odwied www.NAPiSY.info
